niedziela, 12 stycznia 2014

Bo ludzie czujący więcej odchodzą szybciej...

Usiadła na krześle, które cichutko chrupnęło pod jej ciężarem. Wymamrotała coś i spojrzała na odbijająca się w lustrze twarz. Przez chwilę klnęła pod nosem na to wszystko co ją spotkało po czym spuściła wzrok nie mogąc dłużej na siebie patrzeć. I tak wytrzymała dłużej niż zwykle... Sięgnęła po notatnik leżący naprzeciw niej. Otworzyła go i znów ponumerowała kolejne pięć stron. Z niezwykłą starannością sunęła długopisem po nieskazitelnie białej kartce. Im więcej słów pojawiało się na papierze tym więcej tłumionych łez spływało po jej policzkach. Starała się płakać  po cichu, by przypadkiem nikt z domowników nie usłyszał tego co się z nią dzieje, by przypadkiem nikt nie przypomniał sobie o dziewczynie w kręconych włosach, brązowych,smutnych oczach i duszy tak mrocznej i zmęczonej otaczającym ją światem, że sam diabeł na myśl o niej płacze ze współczucia. Pisząc ostatnie słowa przystanęła i odetchnęła głęboko, próbując opanować drżącą dłoń. Chłód i apatia wylewały się z niej jak woda z pękniętego naczynia. Wiedziała, że nie może zatrzymać, ani stłumić tej żałosnej aury, którą roztacza. Jeszcze raz spojrzała w lustro. Widziała, że gaśnie, traci chęć do życia, przy czym nie ma nawet sił na pretensje. Do tej pory przyjmowała wszystko od tak z pozornym spokojem, z poczuciem beznadziejności, bez wiary, że można jeszcze cokolwiek zmienić. Nadszedł właśnie ten dzień w którym uświadomiła sobie, że jest cichym wrakiem człowieka,  ale nie takim, który  "wygłasza przemowy", rozpacza, lamentuje, tylko takim bezsilnym opakowaniem, z pustymi oczodołami duszy, wypranym z wszelkich uczuć i odczuć. Można to określić poprzez wegetację w najbardziej negatywnym tego słowa znaczeniu. Czuła, że życie ucieka jej przez palce i, że przez swą apatię nieumyślnie odtrąca bliskie jej osoby. Czuła, że już dawno stanęła w miejscu i jak sparaliżowana nie może się ruszyć, że zatraciła się w swej pustce. Trochę była, ale bardziej jakby jej nie było. Obecna ciałem, ale nie obecna duchem próbuje funkcjonować w dwóch światach. W świecie bezwzględnych ludzi, gdzie liczą się tylko ich pragnienia oraz w swojej ciemności, gdzie z dnia nadzień coraz bardziej  błądzi jej dusza i pomimo dokładnego rozglądania się nie dostrzega ręki, która mogłaby ją  stamtąd wyciągnąć. Znów odwróciła wzrok od lustra, a jej uwagę przykuła żyletka leżąca obok szkatułki, najwidoczniej wcześniej zapomniała ją schować. Energicznie zamknęła notatnik rzucając go na łóżko. Palcem przejechała po ostrzu żyletki. Odetchnęła i pod wpływem chwili o której mimo wszystko zawsze myślała i marzyła przed snem przecięła sobie żyły. Zsunęła się na podłogę, po czym otoczyła ją bezwzględna cisza i kałuża krwi, wypływającej z jej rany. Żądza śmierci i chęć zniknięcia z tego świata wygrała... Świat stracił kolejnego coś wartego człowieka...
magic0smile.tumblr.com

2 komentarze:

  1. Podoba mi się, aż się rozplkalam ;/

    OdpowiedzUsuń
  2. Klimatycznie piszesz, masz talent, a to opowiadanie mimo, że bardzo smutne, jest jednocześnie przepiękne <3

    OdpowiedzUsuń