sobota, 8 lutego 2014

Upadłe Anioły...

Siedziała w kącie małego, ciemnego pokoiku i  z obłędem w oczach patrzyła na szare, rozdrapane ściany. Gdy usłyszała szmer w zamku, skuliła się w kłębek i jeszcze bardziej przylgnęła do kąta. W jednej chwili dwóch postawnych mężczyzn, mocnym uściskiem poderwało ją do góry. Nawet nie drgnęła, wiedziała czym ta niesubordynacja mogłaby się skończyć, nie miała zamiaru popełniać drugi raz tego samego błędu. Nim spostrzegła, siedziała już na wózku przypięta mocnymi, skórzanymi pasami i jechała w to samo miejsce co wczoraj.
- Patrzcie jedzie nowa!  - Krzyknęła stojąca w korytarzu kobieta. Jej ręce drżały, a oczy były zaczerwienione od podawanych jej leków. - Co zrobiłaś słonko ? - niespodziewanie wózek zahamował, a nieznajoma stanęła z nią twarzą w twarz, zawzięcie trzymając wózek dziewczyny.
- Zabierz ją !- wrzasnął jeden z mężczyzn do pielęgniarki będącej w recepcji. Niska, grubiutka kobieta o delikatnych rysach i twarzy okrąglutkiej jak piłeczka, kolebiąc się na boki podeszła do chorej i złapała ją pod rękę obdarowując ją przy tym pięknym uśmiechem.
- Na drugi raz tak się nie grzeb... - powiedział pielęgniarz, który schylił się, by sprawdzić czy pasy przy wózku nadal są zapięte.
- Na drugi raz tak się nie grzeb...- przedrzeźniała go chora kobieta, trzymając za rękę pielęgniarkę na której plakietce widniało imię Hortensja.
- Wariatka...  - wymamrotał zaciskając mocniej pasy.
Dziewczyną jęknęła z bólu.
- Boli? - spytał, a na jego pozornie sympatycznej twarzy pojawił się szyderczy uśmiech. - Jak mi przykro...- zaśmiał się i zaciągnął pas najściślej jak tylko się dało, po czym jego lewa dłoń powędrowała w stronę jej krocza. - Podobno lubisz zadawać sobie ból... -powiedział, bez wstydu i pewnością siebie patrząc w jej bezbronny wzrok. - Dziś w nocy mam dyżur...-jego oczy błysnęły.
- Pierdol się... - wrzasnęła i bez skrupułów napluła mu na twarz.
- Ty wredna....- gwałtownie podniósł rękę by ją uderzyć jednak ktoś mocno go za nią złapał.
- Właśnie się zastanawiałem czemu tak długo do mnie idziecie...
- Przepraszam, ale pacjentka zaczęła robić problemy, a gdy chciałem ją uspokoić napluła na mnie - skłamał, wyrywając rękę z mocnego uścisku Doktora Wokulskiego, który od razu złapał go za fartuch i przyciągnął do siebie.
- Słuchaj gówniarzu, dobrze wiem co robisz z tu przebywającymi dziewczynami, gdyby nie to, że jesteś synem dyrektora tego szpitala już dawno byś się znalazł w jednym z tych pokoi bez klamek, których jest tu pełno...
- Grozi mi Pan? Zabawne...
- Kiedyś wpadniesz... - puścił chłopaka, który od razu poprawił swoją białą koszulę.
- Powiem ojcu co Pan zrobił...
- Zapraszam... Ja wtedy wyślę list do osób wyższych od twojego tatusia i razem z nim stąd wylecisz. Gdybym tylko miał dowody już dawno, by cię tu nie było.
Chłopak parsknął śmiechem po czym odwrócił się na pięcie i pewnym krokiem odszedł w drugą stronę korytarza.
- Nic ci nie jest? - ukucnął przy Nadzie i popuścił pasy.
Pacjentka pokiwała przecząco głową.
- On cię nie dotknie. Obiecuję...
- Innym też to Doktorek obiecywał?
- Nie mogę mu nic zrobić...
- Można wszystko jeżeli tylko się tego chce.
-  Jego ojciec to zatuszuje, jest to walka z wiatrakami.
Dziewczyna szyderczo się uśmiechnęła.
- Jest Doktorek taki sam jak on... Przyglądając się temu bierze Pan w tym udział, a niby takie to święte...
Wjechali do jego gabinetu. Pokój był schludny. Brązowe, skórzane fotele na środku dywanu, przy dużym oknie z widokiem na ogród stała komoda z kartami pacjentów, których leczy, a na przeciwko okna mahoniowe biurko na którym leżała sterta dokumentów przykrywająca klawiaturę od komputera.
- To o czym chcesz dziś porozmawiać? - jego ociężałe ciało opadło na jedno z siedzeń jak kamień lecący z dużej wysokości. - A więc...?
- Nie odepnie mnie Pan? - z  desperacją w oczach spojrzała na pasy, które mocno przylegały do jej dłoni. Tak długo to planowała. Tak bardzo była pewna, że dziś jej się uda. Tak bardzo pragnęła ich wszystkich przechytrzyć i zniknąć z tego pieprzonego świata. Właśnie przez to się tu znalazła... Każda część jej duszy marzyła tylko o tym, by w końcu ze sobą skończyć. Właśnie dlatego się tu znalazła. Wiedziała, że gdzieś w tym bałaganem na biurku znajdują się nożyczki, niby niepozorny przedmiot,ale już można go użyć, by spełnić jej największe marzenie...
- Dobrze wiesz, że ten wózek nie byłby potrzebny gdyby nie ostatni incydent, który tu zrobiłaś.
"FUCK. Pamiętał... Wymyśl jakąś wymówkę. Przecież marzysz o tym, by dołączyć do nas..."
- Nado, nie mogę cię odpiąć. Znasz zasadny.
- Bolą mnie dłonie... - wybełkotała przez łzy. Wiedziała, że dziś tego nie zrobi, że nie da rady go przekonać. Była zrozpaczona, że znów będzie musiała czekać do kolejnej  dobrej okazji, by zejść z tego świata. Okazji, która równie dobrze może nigdy nie nadjeść i będzie musiała żyć ze swoim prześladowcą.
- Nie udawaj. Popuściłem pasy...
Po pokoju rozniosło się pukanie do drzwi.
- Nie teraz mam pacjentkę.
Drzwi szeroko się otworzyły, a do gabinetu weszła okrąglutka Hortensja.
- Panie Wokulski, pacjent z 204 cały czas szaleje. Nie możemy go uspokoić.
- Podajcie mu leki.
- Wszystko wypluwa, mówi, że chce rozmawiać tylko z Panem.
- Dobrze już. Zaraz będę. Nie wchodźcie do niego dopóki nie przyjdę.
 Pielęgniarka przytaknęła i zostawiając otwarte drzwi szybko wybiegła przekazać informację reszcie.
- Przez ten czas pomyśl, czy w końcu ze mną normalnie porozmawiasz... Jesteś młoda, bystra, możesz wiele osiągnąć...Szkoda tracić kogoś takiego jak ty. - powiedział podchodząc do wyjścia.
- Niech mnie Pan nie zostawia...- poprosiła z żalem i przerażeniem w głosie. - Pan nic nie rozumie...
- Bo nie dajesz mi zrozumieć.
- Oni tu przyjdą...
- Nado, jak wyjdę będziesz tu sama.
- Sama ze swoją wyobraźnią i głosem w głowie. Za dużo tu nas.
- Wyobraźnia nic ci nie zrobi. Nikt nie siedzi w twojej głowie. Uwierz w to w końcu.
- Proszę. Nie chcę być sama. Już za długo z tym wszystkim byłam sama...
- Zaraz wrócę. - powiedział, powoli znikając za zamykającymi się drzwiami.
- Pan nie rozumie, że jeżeli ja nie zabiję się sama, zrobią to oni, oni nie chcą bym żyła ...
Drzwi się zamknęły. Nie słyszał...
Błoga cisza roznosiła się po gabinecie. Dziewczyna siedziała przerażona patrząc jak martwa w jeden punkt. Wiedziała, że to się zaraz zacznie i znowu nikt jej nie uwierzy. Z całej siły zacisnęła powieki, czując jak coś majstruje przy jej pasach.
- Odejdź! - wrzasnęła, nie chcąc otworzyć oczu.
"Jestem cząstką ciebie"
- Proszę... - Wiedziała, że to w końcu nastąpi. Otworzyła oczy. Mogła swobodnie poruszać rękoma.
"Zrób to teraz... ZRÓB!"
- Zostawcie mnie! - chcąc uciec podbiegła do drzwi. Gdy tylko złapała za klamkę zamek został zaryglowany. -Czemu to robicie? - wybełkotała, osuwając się na podłogę.
"Jesteśmy w tobie, to ty nas stworzyłaś, zrób to teraz, zrób!"
- Ja nie chcę. Boję się...
"Zrób to teraz. Zrób, zrób, zrób"
Wszystkie papiery leżące na biurku pod wpływem jakiejś niewidzialnej siły znalazły się na podłodze, a nożyczki, których wcześniej wypatrywała z hukiem wylądowały obok niej.
"To ten dzień, to miejsce to ta godzina"
Po policzkach Nady powoli osuwały się łzy.
- Nie chcę być taka jak wy, nie chcę być tam gdzie wy...
Coś mocno złapało ją za włosy i odrzuciło na drugą stronę pokoju.
"Teraz, natychmiast, już!"
Resztkami sił, wstała na nogi, podtrzymując się na biurku.
- Nie chcę być z wami... - powiedziała, wypluwając krew z ust.
"Trzeba było pomyśleć wcześniej"
W gabinecie rozbrzmiał złowrogi śmiech, a szyba z okna rozprysnęła się na kawałki, raniąc dziewczynę.
"Nie będziesz z nami pogrywać. Nas się nie zostawia"
Nieznany byt  złapał ją za obie ręce, tarmosząc jej ciałem jak prześcieradłem i coraz bardziej zbliżając się do wybitego okna.
" Nie chcesz sama zrobimy to my."
Ktoś mocno szarpnął za klamkę.
- Nada, co się dzieje, co to za hałasy? Otwórz drzwi, proszę...- Doktor Wokulski na próżno próbował otworzyć zaryglowane drzwi.
"On ci nie pomoże..."
Dziewczyna zamknęła oczy. Wiedziała, że to już koniec, że nie dała rady. Poddała się i czekała na swoje przeznaczenie. Upadając nie czuła już nic. NIE ŻYŁA.
*************************************************
- Panie Wokulski... - Hortensja zajrzała do jego gabinetu.
Mężczyzna siedział zamyślony, Wpatrując się w okno jak w wielką otchłań.
- W pokoju tej samobójczyni znaleziono jej pamiętnik...
- Słucham? - spytał, wytrącony z transu.
- Nie wiem czy jest to ważne, ale uznałam, że zanim przyjadą jej rodzice, mógłby Pan go przejrzeć- położyła notatnik na jego biurku.
- Tak, tak...Dziękuję. - Spojrzał na czarny, gruby, skórzany notes. Otwierając go na jedynej uzupełnionej stronie:
Dzień 1: Wcześniej obiecali, że nic mi nie zrobią...Znów kłamali.
Dzień 2: Niepotrzebnie pozwoliłam zawładnąć mą duszą.
Dzień 3: Niezdarnie próbuję się z tego wyplątać.
Dzień 4: NA PRÓŻNO, ZA PÓŹNO...
Dzień 5: Już dawno przekroczyłam granicę piekła.
Dzień 6: Jestem tu sama. NIEKOCHANA I SAMA...
Dzień 7: CZEMU NIKT MI NIE WIERZY?!
Odetchnął zamykając pamiętnik.
- Nie byłaś tu sama... -mruknął, zastanawiając się co ją spotkało, że została doprowadzona do tak dużego obłędu, by być w stanie odebrać sobie życie, że tak bardzo tego pragnęła, a jednocześnie tak bardzo się tego bała...  Logiczne myślenie coraz bardziej go zawodziło, nie potrafił tego pojąć. Kartki jej pamiętnika, pod wpływem delikatnego powiewu poruszyły się, a w jego uszach zabrzmiał delikatny, rozżalony kobiecy głos...
"Jestem upadłym aniołem, wychodzę pod osłoną nocy, by uświadomić ludziom jak bardzo boją się jutra.
Jestem upadłym aniołem, zdradziłam Boga, oddając się w ręce tych, którzy już zawsze przy mnie będą, codziennie raniąc jeszcze mocniej.
Jestem upadłym aniołem, marzyłam o śmierci, bo chciałam mieć święty spokój, jednak na to trzeba zasłużyć.
Jestem upadłym aniołem, zaplątanym w sieci Księcia Ciemności, nie znajduję sił, by się stąd wydostać."
ZROZUMIAŁ...