wtorek, 15 kwietnia 2014

W bezkresnej otchłani cierpień otacza mnie przerażający krzyk ciszy...

Budzisz się w środku nocy, a twoje ciało przeszywa przerażający dreszcz. W gardle czujesz ogromną suchą kulkę. Siadasz na łóżku i przecierasz oczy, aby przyzwyczaiły się do otaczającej cię ciemności. W całym domu panuje całkowita cisza, słyszysz tylko powolne cykanie zegara. Wzdychasz głośno i stopami przejeżdżasz po zimnej podłodze na czuja szukając swoich kapci. Chwiejnym krokiem ruszasz w stronę drzwi, łapiesz za klamkę i zdecydowanym ruchem otwierasz je. Przez chwilę patrzysz w ciemną otchłań w którą za moment z własnej woli wejdziesz. Powoli stawiasz pierwszy krok, a w tym samym momencie czujesz delikatny powiew zimnego powietrza. Masz dziwne przeczucie, że za moment wydarzy się coś złego, cofasz się i znów patrzysz na ciemny korytarz. Śmiejesz się, że znowu dajesz ponieść się własnej fantazji, jednak masz to dziwne przeczucie, intuicja unieruchamia cię i nie pozwala iść dalej. Stoisz tak parę sekund i uświadamiasz sobie, że możesz zapalić światło. Podchodzisz do włącznika i usilnie próbujesz uruchomić swoje wybawienie. Czyżby nie było prądu?
Wyglądasz przez okno. Latarnie na ulicach także się nie palą. Cała okolica pogrążona jest w głębokim śnie. Znów podchodzisz do drzwi i tym razem szybko przechodzisz próg, odgradzający twój pokój od korytarza. Masz nieodparte wrażenie, że ktoś tu na ciebie czeka, że ktoś cię obserwuje. Znów powoli cofasz się i wpadasz na zamknięte drzwi. Co jest grane? Przecież ich nie zamykałeś...
Nadaremno próbujesz je otworzyć. Odwracasz się i ze strachem w oczach patrzysz przed siebie. Wiesz,że nie ma już odwrotu. Coś chce byś poszedł dalej. Robisz to. Jednak bezkresna ciemność zdaje się nie mieć końca. Żadnych drzwi, żadnych ścian. Kompletna pustka. Odwracasz się, by zobaczyć jak daleko odszedłeś. Okazuje się, że drzwi od twojego pokoju cały czas są dokładnie za tobą. Tak jakbyś nigdzie nie odchodził.  Żałujesz swojej wcześniejszej decyzji i zmęczony na chwilę siadasz przy drzwiach, nasłuchując odgłosów przerażającej ciszy. Jakiś szept dochodzący z ciemności stawia cię na nogi. Z desperacji jeszcze raz szarpiesz za klamkę. Zimne powietrze jest już tak silne, że oddychając widzisz parę wydobywającą się z twoich ust i nosa. W pewnym momencie czujesz na swoim ramieniu czyjąś lodowatą dłoń. Stajesz jak wryty powtarzając sobie, że to  wszystko nie dzieje się naprawdę, że to niemożliwe. Z mocno zaciśniętymi oczami odwracasz się i czekasz na najgorsze...
Otwierasz oczy. Wokół ciebie nie ma nic oprócz ciemności. Drzwi, które do tej pory cały czas były z tobą także zniknęły. Masz dość. Po policzku spływają ci łzy. Jeszcze raz dokładnie się rozglądasz. W oddali po twojej lewej stronie zauważasz czyjąś sylwetkę. Osoba ta jest niewyobrażalnie wysoka i przerażająco chuda. Powolnym krokiem zbliża się do ciebie cała przy tym dygocząc. Wiesz, że powinieneś uciekać, ale twoje nogi odmawiają posłuszeństwa.  Przerażony stoisz i czekasz na najgorsze. Przyglądasz się nieznanemu bytowi, który im bliżej jest tym dokładniej słychać brzdęk łańcucha, który ma zawieszony wokół swojej niewyobrażalnie chudej szyi. Twoje serce bije jak oszalałe, masz ochotę krzyczeć i błagać o pomoc jednak klucha, która ugrzęzła w twoim gardle nie pozwala ci wydusić z siebie nawet najcichszego pisku. Istota w końcu jest tak blisko, że możesz przyjrzeć jej się uważniej. Trupio blada cera i twarz nieposiadająca oczu, a zamiast nosa mająca malutkie dwie kropki przyprawia cię o mdłości. Odwracasz na chwilę wzrok i w myślach powtarzasz słowa jakiejś modlitwy,która przychodzi ci na myśl. Twój kat wyciąga ku tobie swoją chudą i długą rękę delikatnie gładząc cię po policzku. Lodowaty dotyk sprawia, że na twojej skórze pojawiają się ciarki. Nieznany byt lekko przechyla głowę i sprawia wrażenie jakby patrzył w twoje załzawione oczy. Słyszysz jego szyderczy śmiech, a na swojej szyi czujesz mocny ucisk. Przydusza cię, podnosząc cię przy tym do góry. Bezwładnie wymachujesz nogami próbując się uwolnić ze śmiertelnego uścisku. Twoje oczy zachodzą krwią. W klatce piersiowej czujesz okropny ból, który powoli rozchodzi się po całym twoim ciele. Wiesz, że umierasz. Wiesz, że jesteś sam na sam z katem. Wiesz, że nikt ci nie pomoże. I gdy już powoli godzisz się z własną śmiercią w oddali zauważasz małe światełko zbliżające się w waszą stronę, a uścisk nieznanego bytu powoli traci na sile. Upadasz na ziemię i przez chwile wydaje ci się, że brodzisz w błocie. Jesteś zupełnie sam. Istota zniknęła. Rozpłynęła się w powietrzu. Stajesz na nogi, a przed sobą widzisz drzwi. Sądząc, że nie masz nic do stracenia ostrożnie do nich podchodzisz, a dłonią delikatnie przejeżdżasz po klamce jeszcze chwilę się wahając. Otwierasz je, a wielka struga światła wychodząca z nich cię oślepia. Znów budzisz się w środku nocy, a twoje ciało przeszywa przerażający dreszcz...