wtorek, 28 stycznia 2014

"...I ŻYLI DŁUGO I SZCZĘŚLIWE..."

Usiadła przy pianinie i opuszkami palców delikatnie dotknęła klawiszy. Dźwięk rozniósł się po pokoju,  rozpływając w przesyconym wilgocią powietrzu i otaczając ją jak ciepły, letni wiatr. Zamknęła oczy, a jej ciało przeszedł przyjemny dreszcz. Palce błądziły po instrumencie, a z każdą odegraną nutą wylewała grzechy jakie udało jej się w tym dniu popełnić. W jednej sekundzie jej ciemne jak otchłań oczy zaszły łzami. Zrozumiała, że nie da rady dłużej się męczyć. Przestała grać i mocno trzasnęła wiekiem od pianina. Wszystko wokoło przypominało jej o chwilach spędzonych razem z nim. Z człowiekiem, który był dla niej całym życiem bez którego nie jest teraz w stanie normalnie funkcjonować, a to co kiedyś sprawiało jej przyjemność nie ma już żadnego znaczenia. Wstała i chwiejnym krokiem ruszyła do okna. Ogród w którym spędzili najpiękniejsze chwile swojego związku budził się pod wpływem wiosny, która zbliżała się wielkimi krokami. Przez łzy widziała tylko zarysy rozkwitających drzew i krzewów, a po jej głowie chodziły wszelkiego rodzaju wspomnienia. Pomimo, że przestała grać w jej uszach dalej bębniła przytłaczająca piosenka, która jeszcze niedawno kojarzyła jej się z osobą, której zawierzyła całe swoje wnętrze. Melodia, która wcześniej była dla niej ukojeniem stała się korną cierniową otaczającą wrak, który śmiała zwać sercem. Powoli osunęła się na podłogę w najciemniejszym kącie pokoju. Wypełniona żalem, nienawiścią i cierpieniem zamykała się w sobie, była słaba psychicznie, podatna na depresję i ból istnienia. Już nic nie sprawiało jej radości. Odkąd ją zostawił nie było dnia by nie płakała. Siedziała zamknięta w czterech ścianach, w domu, który razem kupili, w mieszkaniu, które miało być bezpieczną przystanią, a okazał się więzieniem dla jej ciała i duszy. Przebywała w celi z której nie potrafiła się wydostać pomimo tego, że klucze były w zamku i wystarczyło tylko chcieć po nie sięgnąć. Jednak nie mogła odejść. W budynku w którym przebywała pozostał nie tylko ból, ale również miłe wspomnienia utrzymujące ją przy życiu. Jedyne do czego była zdolna to do wracania w przeszłość. Po tym wszystkim nie potrafiła ułożyć sobie życia, nie umiała spoglądać w przyszłość, nawet teraźniejszość nie była już dla niej ważna. Żyła w bajce mydlanej, do której nikogo i nic nie wpuszczała, a w środku otaczały ją przewijające się obrazy, do których za wszelką cenę chciała się dostać. Jeszcze nigdy tak bardzo nie chciała, aby coś powróciło. Oddałaby dusze diabłu, by wejść do jednego swojego wspomnienia i zostać w nim na zawsze. Uciec od problemów, zamknąć się w sobie, zniknąć, od tak, tak po prostu...Po raz  kolejny przeżyć to co sprawiało, że jej istnienie nabierało barw. Stawało się życiem równie udanym jak te z bajek... Tylko bajki kończą się słowami "..i żyli długo i szczęśliwie..." Ta bajka nie skończyła się szczęśliwie. Dziewczyna zmarła. Zabiła ją samotność.
Spytacie o morał?
W tym właśnie widać jak duży wpływ ma na nas drugi człowiek.  Do jakiego stanu musi być doprowadzona jedna bezbronna i delikatna istota, by zabrać sobie to co ma najcenniejsze, to co dostała zupełnie za darmo...BY ZREZYGNOWAĆ Z ŻYCIA.



czwartek, 23 stycznia 2014

Brak weny, brak pomysłów, a więc krótkie stare opowiadanko.

Znów poczuła mocny ucisk w żołądku. Jej ciało przeszedł przerażający dreszcz, a po policzkach spływały lodowate łzy. Skuliła się w kłębek prosząc, by to już odeszło, by zostawiło ją w spokoju. Jej oczy przybrały dziwną i niepokojącą barwę. Rozluźniła mięśnie i na chwilę zamarła. Zamknęła oczy, myśląc, że umiera, jednak to byłoby za proste...
Ptaki siedzące na drzewach smutnie poćwierkiwały, tak jakby łączył się z nią w bólu. Znienacka otworzyła oczy, były czerwone, a w nich widać było ból, którym codziennie obdarzał ją otaczający świat. Jakaś niewidzialna siła poderwała ja do góry i na chwilę utrzymała nad ziemią. Dziewczyna wymachiwała nogami, szukając czegoś na czym mogłaby je podeprzeć. Czuła  jak coś mocno trzyma ją za gardło. Po pewnej chwili opadła na mech, który pomimo otaczającego ją chłodu, wydawał się przytulny i delikatny. Usłyszała za sobą  przerażający, ochrypły głos jednak nie zrozumiała słów. Resztkami sił próbowała złapać oddech. Zamknęła oczy i zasnęła pogrążając się w głębokim śnie.

sobota, 18 stycznia 2014

Każdy jest stworzony do innych celów. Ja jestem stworzona by cierpieć.

Usiadłam w najciemniejszym kącie kuchni i rozejrzałam się. Galaretka stojąca na blacie bezszelestnie drżała jak moje wnętrze, które starało się dać do zrozumienia, że nie wytrzyma dłużej z tęsknoty, która uchodziła ze mnie jak powietrze z pękniętego balonika. Tłumione łzy zaciskały moje gardło, a wspomnienia, które tak bardzo chciałam zachować powoli się zacierały. Odetchnęłam głęboko i chwiejnym krokiem ruszyłam w stronę okna, energicznym ruchem odsłaniając zasłony. Wschodzące słońce wpadło przez brudną szybę, a jego promienie zaczęły tańczyć po pokoju delikatnie muskając moje ciało. Nie wytrzymałam dłużej i uroniłam łzę. Jedną... Nie setki, a jedną... Usłyszałam jak ta mała kropelka spadła na podłogę i rozprysnęła się na miliard mniejszych. Ironia losu uzmysłowiła mi, że to samo niedawno stało się z moim sercem. Kardiolodzy na całym świecie byliby zapewne zainteresowani moim przypadkiem. Jak żyje się z roztrzaskanym sercem? W zasadzie się nie żyje. Jesteś,ale tak jakby cię nie było. Chodzisz struty, prawie nie wychodzisz z domu, unikasz ludzi...Małe kawałki serca nie są w wstanie tłoczyć krwi, krew nie dopływa do mózgu, a jego niedotlenienie powinno sprawić, że umieramy. Ja jednak wciąż żyję, a żeby to sobie uzmysłowić  uchyliłam okno, by wpuścić trochę ciepłego, letniego powietrza. Oparłam głowę o szybę, a na policzku czułam jak wiatr delikatnie muska moją skórę. Trwałam w bezruchu przypominając sobie poranek, w którym patrzyliśmy sobie w oczy,  dusi mnie w środku, że niema go teraz przy mnie. I nawet nadzieja, że "będzie dobrze" zniknęła. Nie umiem żyć bez niego i nie chcę żyć bez niego...Odeszłam od szyby i położyłam się na kanapie. Wpatrując się w jeden punkt oglądałam kurz, który odtańczył swój taniec w pokoju. Każda nawet najmniejsza rzeczy przypominała mi o jego istnieniu. Uniosłam dłoń i palcem w powietrzu napisałam jego imię. Po raz pierwszy czułam się tak bardzo samotna, tak bardzo niekochana i odrzucona...Wtedy znów pomyślałam o zniknięciu.... Bo widzicie, gdy nie mamy osoby, która nas kocha zaczynamy się smucić. Snujemy się po mieszkaniu stając się własnym cieniem. Smutek przeradza się w depresję, a od depresji już łatwa droga do odebrania sobie życia, a więc trzeba znaleźć osobę z którą będzie się szczęśliwym, która będzie nas kochać.  Ja takiej nie mam, a wiec ZNIKNĘŁAM....

czwartek, 16 stycznia 2014

Miłość zabija w człowieku radość z życia...

Obudziła się rano, tak zupełnie bez sił, bez oddechu. Zatrzymała oddech, by móc dowiedzieć się jak to jest, gdy przestaje się oddychać. Zegar tykał mocno, dobitnie wystukując miarowy krok czasu. Otaczający ją mrok był chłodny i wilgotny. Trwała w bezruchu przypominając sobie sen w którym długo patrzyli sobie w oczy, a później się obudziła, już wiedząc jak to jest zapomnieć oddychać i tak na chwilę stać się własnym marzeniem...Usiadła na łóżku i dotknęła stopami zimnej podłogi, aby zdać sobie sprawę z tego, że żyje. Zdała sobie sprawę, że wszystkie motyle z brzucha odleciały, że to uczucie już nie wróci. Zamknęła oczy i wymamrotała, że nie umie żyć bez niego, ale postara się przeżyć następną godzinę.
Wstała, umyła twarz, zęby, zjadła śniadanie, a kończąc poranną kawę zorientowała się, że godzina już minęła. Była to najcięższa godzina, ale będzie tysiące gorszych. Pierwszy krok już za nią pozostały tylko miliony samotnych kroków przed nią. Powiedziała sobie, że przeżyje kolejną godzinę bez niego. Pozbierała swoje rzeczy i przygotowała, aby wyruszyć w życie...
A wieczorem usiadła na łóżku i powiedziała sobie, że udało jej się przeżyć ten jeden dzień bez niego. I tak sekunda po sekundzie, minuta po minucie, godzina po godzinie, dzień po dniu, tydzień po tygodniu, miesiąc po miesiącu i rok po roku.
Czy z każdą godziną będzie lepiej?
Tego nie wie... Z każdą godziną na pewno będzie dalej...
Nie powinna liczyć na to, że wszystko się zmieni, że odejdzie smutek... Nie odejdzie... Ale czy ona może zrobić coś innego?
Większość z nas nie może...

niedziela, 12 stycznia 2014

Bo ludzie czujący więcej odchodzą szybciej...

Usiadła na krześle, które cichutko chrupnęło pod jej ciężarem. Wymamrotała coś i spojrzała na odbijająca się w lustrze twarz. Przez chwilę klnęła pod nosem na to wszystko co ją spotkało po czym spuściła wzrok nie mogąc dłużej na siebie patrzeć. I tak wytrzymała dłużej niż zwykle... Sięgnęła po notatnik leżący naprzeciw niej. Otworzyła go i znów ponumerowała kolejne pięć stron. Z niezwykłą starannością sunęła długopisem po nieskazitelnie białej kartce. Im więcej słów pojawiało się na papierze tym więcej tłumionych łez spływało po jej policzkach. Starała się płakać  po cichu, by przypadkiem nikt z domowników nie usłyszał tego co się z nią dzieje, by przypadkiem nikt nie przypomniał sobie o dziewczynie w kręconych włosach, brązowych,smutnych oczach i duszy tak mrocznej i zmęczonej otaczającym ją światem, że sam diabeł na myśl o niej płacze ze współczucia. Pisząc ostatnie słowa przystanęła i odetchnęła głęboko, próbując opanować drżącą dłoń. Chłód i apatia wylewały się z niej jak woda z pękniętego naczynia. Wiedziała, że nie może zatrzymać, ani stłumić tej żałosnej aury, którą roztacza. Jeszcze raz spojrzała w lustro. Widziała, że gaśnie, traci chęć do życia, przy czym nie ma nawet sił na pretensje. Do tej pory przyjmowała wszystko od tak z pozornym spokojem, z poczuciem beznadziejności, bez wiary, że można jeszcze cokolwiek zmienić. Nadszedł właśnie ten dzień w którym uświadomiła sobie, że jest cichym wrakiem człowieka,  ale nie takim, który  "wygłasza przemowy", rozpacza, lamentuje, tylko takim bezsilnym opakowaniem, z pustymi oczodołami duszy, wypranym z wszelkich uczuć i odczuć. Można to określić poprzez wegetację w najbardziej negatywnym tego słowa znaczeniu. Czuła, że życie ucieka jej przez palce i, że przez swą apatię nieumyślnie odtrąca bliskie jej osoby. Czuła, że już dawno stanęła w miejscu i jak sparaliżowana nie może się ruszyć, że zatraciła się w swej pustce. Trochę była, ale bardziej jakby jej nie było. Obecna ciałem, ale nie obecna duchem próbuje funkcjonować w dwóch światach. W świecie bezwzględnych ludzi, gdzie liczą się tylko ich pragnienia oraz w swojej ciemności, gdzie z dnia nadzień coraz bardziej  błądzi jej dusza i pomimo dokładnego rozglądania się nie dostrzega ręki, która mogłaby ją  stamtąd wyciągnąć. Znów odwróciła wzrok od lustra, a jej uwagę przykuła żyletka leżąca obok szkatułki, najwidoczniej wcześniej zapomniała ją schować. Energicznie zamknęła notatnik rzucając go na łóżko. Palcem przejechała po ostrzu żyletki. Odetchnęła i pod wpływem chwili o której mimo wszystko zawsze myślała i marzyła przed snem przecięła sobie żyły. Zsunęła się na podłogę, po czym otoczyła ją bezwzględna cisza i kałuża krwi, wypływającej z jej rany. Żądza śmierci i chęć zniknięcia z tego świata wygrała... Świat stracił kolejnego coś wartego człowieka...
magic0smile.tumblr.com

Oj... Długo mnie tu nie było...

Przez moją długą nieobecność tutaj urosło mi tylko plików z opowiadaniami na komputerze... Na co mi to było? Tego nie wiem... W każdym razie  powracam ze zdwojoną siłą, o parę lat starsza, mądrzejsza, bardziej doświadczona i zmobilizowana do działania...
Starszych czytelników przepraszam za długą nieobecność i dziękuję, że nie wyrzucili  mnie z obserwowanych xD
Nowym, natomiast (bo mam nadzieje,że takowi się pojawią) życzę, dużo cierpliwości do mnie i już z góry dziękuję za wszystkie komentarze.
Uściślając:
- Będę tu zamieszczać opowiadania, wiersze, jakieś moje przemyślenia...
- Ponieważ dopiero uczę się pisać od nowa nie liczcie na razie na jakieś dłuższe opowiadanie ;)
- Nowe posty będę dodawać po pojawieniu się co najmniej 4 komentarzy.
-  Za każdy komentarz, udostępnienie mojego bloga lub Bóg wie co jeszcze, będę odwdzięczać się tym samym, tylko zostawicie komentarz z linkiem na swojego bloga :)
- Nowy, pierwszy post z króciutkim opowiadaniem umieszczę około 18 ;)
Jeszcze raz dziękuję i przepraszam za wszystko :)