poniedziałek, 28 grudnia 2015
Świat po raz kolejny udowodnił jej, że nic nie trwa wiecznie i, że nie zasługuje na szczęście.
Leżała na łóżku badawczo przyglądając się swoim palcom na których widniały dwa pamiętne pierścionki. Odetchnęła głęboko i zdjęła je rzucając z impetem w najdalszy kąt pokoju. W jej brązowych oczach pojawiły się łzy.
- Raz, dwa, trzy... - zaczęła odliczać sekundy zgodnie z cykaniem starego zegara, który był jednym z tych rzeczy, które trzymała w pokoju, bo ładnie się komponowały z resztą. - 16, 17... - ciągnęła dalej coraz mocniej zaciskając oczy. Czuła jak łzy spływają po jej policzkach. Liczenie nie pomogło. Zerwała się na równe nogi i biorąc jedną ze swoich pand wcisnęła się w kont pomiędzy komodą, a lampką nocną, którą od razu zgasiła. Zawsze to robiła gdy chciała zniknąć. Już jako mała dziewczynka gdy płakała brała swoją ulubioną zabawkę pod pachę, barykadowała drzwi swojego pokoju krzesełkiem, wchodziła do swojej wielkiej niebieskiej szafy i kładąc się wśród ubrań po cichu szlochała czekając, aż usłyszy upadające krzesełko i ciepły głos swojego taty, który bez namysłu wyciągnie ją i jednym uściskiem sprawi, że już nie będzie chciała być sama. Jednak z biegiem czasu jej tata przestał przychodzić, a jego uścisk już nie posiadał magicznych zdolności uleczania jej złamanego serca. Teraz jej serce mógł uleczyć tylko ten sam mężczyzna, który jej je złamał. Siedziała, więc w ciemnościach swojego pokoju i zanosząc się płaczem wtulała głowę w wielką maskotkę, która pod wpływem jej łez robiła się coraz bardziej wilgotna.
- Jeden, dwa, trzy... - spróbowała ponownie jednak nie doliczyła nawet do pięciu.
Kochała go. Cholernie go kochała i tak mocno jak go kochała tak bardzo się na nim zawiodła. Zaczęło się od drobnych kłótni, potem one przerodziły się w awantury, pretensje, wyrzuty i kompletny brak zrozumienia dla jej problemów. W zasadzie nawet nie była w stanie stwierdzić kiedy to wszystko zaczęło się tak walić. Nagle wszystko zaczęło mu w niej przeszkadzać. Nagle przestał się starać, a ona w jego oczach zamiast miłości widziała tłumione zmęczenie. W końcu i w niej coś pękło...
Popatrzyła na pandę, którą tak mocno ściskała. Od razu przypomniała sobie moment w którym ją dostała. Wtedy czuła się najszczęśliwszą osobą na ziemi. Teraz po prostu chciała zniknąć, pewna, że już nigdy nie będzie tak szczęśliwa i, że nikt nie będzie jej w stanie pokochać. Świat po raz kolejny udowodnił jej, że nic nie trwa wiecznie i, że nie zasługuje na szczęście.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz